sobota, 18 sierpnia 2012

Moment.

Na zewnątrz panował chłodny wieczór, niczym bezwzględny, nieelekcyjny władca. Pobliskie latarnie dawały wyblakłe, pomarańczowe światło, ukazując w kałużach oblicze smutnego, spacerującego mężczyzny. Jesienny powiew miejskiego powietrza bezlitośnie przypominał mu miejsce, w którym znajdował się już kilka tygodni. Nierówny chodnik, po którym powoli stąpał miał barwę szarej pleśni, jednak skutecznie maskował brudy tego miasta, pozostawiając przy tym surowy zapach stęchlizny. Nie było przechodniów, a dźwięk wydawały jedynie targane przez wiatr suche liście. Powracał myślami do korzeni, do miejsc szczególnie mu bliskich. Wydawało mu się jednocześnie, że idąc - tworzy historię. Przeszłość i teraźniejszość przenikały się niebezpiecznie, naciągając swe granice i zamazujac widmo wspomnień. Zwolnił... Miał przed oczami wizję swojego "ja", w innej przestrzeni, wypełnionej pustką i wiecznym chłodem. Abstrakcja momentu, w którym trwał, polegała na skrajnie silnym przekonaniu o prawdziwości tej chwili. Złudne wrażenie rzeczywistej kontemplacji z samym sobą przerodziło się w wyrazisty obraz. Niczym niema projekcja stworzona z wszelkich orbit jego pragnień, figlarnie przewijająca się wewnątrz głowy. Uczucie nieskończonej przyjemności nasilało się z każdym oddechem... Zatrzymał się. Wyciągnął rękę przed siebie w nadziei, że Ktoś za nią chwyci, że będzie dane Komuś doświadczyć tego szczęścia, którego on sam przed chwilą doznał.

Pustka i cisza...

Łzy spłynęły bezszelestnie po policzkach. Bezradnie usiadł na chodniku, chowając załzawioną twarz w rękawy minionej chwili. Nie był gotowy na tak gwałtowny bunt jego duszy. Nie był gotowy...

Zaczął obawiać się każdego następnego kroku. Tuż obok nagłego przypływu smutku, pojawiły się strach i nostalgia. Bezgraniczna ciemność opanowała jego myśli i najbliższy świat fizyczny wokół niego.

Nadchodził ON...


O mnie

Moje zdjęcie
I tak jak Ktoś odchodzi... W ślad za Nim jego cień...