poniedziałek, 12 listopada 2012

Świątynia wiary mej.

Przerażony wszedł do środka. Wilgoć wypełniła nozdrza błyskawicznie. Drewniane belki tworzące ściany porósł obfity mech, z podłogi w niektórych miejscach wyrastały pokaźne kępy trawy. Stary bujany fotel ustawiony w rogu pomieszczenia od razu rzucał się w oczy. Mała szafka stała naprzeciwko, tuż obok znajdowało się zniszczone, drewniane biurko. I okno... Okno na bagienny świat; prawdziwa dżungla drzew i podmokłych terenów. Mała chatka stała jednak dość pewnie. Niestrudzenie walcząc z siłami natury i czasu...

Podniósł zwłoki mężczyzny, wciągnął je do chaty i z wielkim wysiłkiem położył na czymś, co przypominało łóżko. Zniesmaczony otarł rękawem spocone czoło. Wewnątrz siebie nie dowierzał, że odważył się zrobić coś takiego. Na fotelu dostrzegł stare koce, nie zastanawiając się dłużej chwycił jeden z nich i przykrył zwłoki. Na wierzchu położył ten sam kawałek kartki, który wyjął wcześniej z dłoni starca, wciąż powtarzając w myślach zawarte tam słowa...

Powoli zapadał zmierzch. Podszedł do biurka, na którym stała mocno zakurzona lampa naftowa. Nie miał przy sobie żadnego źródła ognia. Otworzył szufladę biurka wierząc, że znajdzie w niej coś, co pozwoli zapalić lampę...

Wewnątrz szuflady znalazł jedynie kolejny skrawek kartki, tym jednak razem dużo bardziej zniszczony. Zdmuchnął delikatnie wierzchni kurz, tak aby nie uszkodzić przypadkiem znaleziska. Serce zaczęło bić mu mocniej, oddech stał się niepewny...


Niczym świątynia wiary mej...
drewnianej,
upadłej.
Tylko wieczne troski życia mego...
skończonego,
upadłego...
Końca świata, przemijania wiecznego,
nieskończonego,
człowieka upadłego...

sobota, 3 listopada 2012

Sen.

Ujrzał martwego starca, opieracącego się plecami o starą drewnianą chatę. Trzymał w ręku mocno przeżółkły kawałek kartki... W środku lasu, pośrodku nicości i bladych spojrzeń koron drzew.


Odchodzę w nieskończoność.
Lecz w wieczności się zatrzymam...
Czas zakończyć gehennę istnienia.
Nostalgia za tym czego nigdy nie było.
Strach i ból...
Wieczny sen zapomnienia...
Wciskam w duszę coraz mocniej ostrze cierpienia.
Z ust wypływa błękitna krew...
Życiodajny zabójca przecina więzy miłości.

Jedynie piękna noc...
Bez winy.
Na wieki już...

O mnie

Moje zdjęcie
I tak jak Ktoś odchodzi... W ślad za Nim jego cień...