poniedziałek, 9 grudnia 2013

W jedności...

W spokoju zotawcie me ramiona opadłe,
w milczeniu zamknijcie skostniałe żywota.

W istnieniu odnajdujcie sensu lśnienie,
w umieraniu dopatrujcie życiowej przestrogi.

W pustym słowie obietnice schowane,
w kłamstwie arogancja ożywiona.

W nicości pełnia księżyca niewidoczna,
w bogactwie zaślepione dążenie.

W zrozumieniu horyzonty odkryte,
w zgodności partnerska chwała.

W przeciwnościach los uwikłany,
w jedności tajemnica miłości ukryta...

wtorek, 3 grudnia 2013

Bezbarwny kolor prawdziwego imienia.

Dryfuję na drewnianej tratwie zamyślenia,
w pełnym morzu poszukując bratniego oblicza,
we mgle wspomnień znajdując ukojenie,
sprężystym wiatrem wokół szyi otulając cierpienia.

Mroźny śnieg lądujący beztrosko, powoli zasypia...
Czeluścia głębin przykryte białym obrusem
zapraszają na kolację wytrawnych marzeń,
gdzie w szkła perfekcji kołysze się słodycz wina.

Mój podniebny statek rozwija żagle wyobrażeń,
nieprzerwanie utrzymując kurs gwiezdnej utopii.
Trzymając zmarzniętą linę podwiązanych chmur,
skazuję się na nierozerwalną naiwność duszy.

Chłód przenika cierpliwie najmniejszą cząstkę,
wnikająć do ciepłego wnętrza, zmieniając jego formę.
Staję się bezimienną bryłą lodu, skażoną obustronnie,
niewrażliwą na wołanie rozbitków słońca...

Do góry, w niebiosa bram nieskalanych!
Do szczęścia i pragnień zatartych!
Metafizycznym ukłonem wydobywam parę z ust,
pozwalając, by eter wchłonął wszystkie drgania.

Ucichło wołanie, nie widać horyzontu wśród bieli,
wzburzone morze zastygło w śnieżnym bezruchu.
Marazm zakorzeniony w bezbronnej świadomości,
krzyczy w agonii, nie używając słów...

Fałszywy uśmiech nostalgii rysuje jej dwuznaczność,
w matowych zwierciadłach ukazując prawdziwą naturę.
Sentymentalna podróż utknęła pośrodku nicości.
Nastała noc, już nikt nie wyciągnie dłoni...

środa, 6 listopada 2013

Nocą...

Gdy noc trwa w swej wieczności,
milczymy w krainach snów,
nie myśląc o jutrze,
nie czując lęków minionego dnia.

Gdy noc trwa w swej wieczności,
pokładamy całą ufność w nieznane moce,
ściskając prześcieradło nieświadomie,
usypiając nieomylną część naszych wierzeń.

Gdy noc trwa w swej wieczności,
poszukujemy prawdy w ślepym dążeniu,
oczekując zrozumienia, które nie nadchodzi,
drżąc powiekami przez orbity sennych marzeń.

Gdy noc trwa w swej wieczności,
układamy przeszłe momenty w mozaikę,
chaotycznie łącząc brakujące elementy
z dostojnym spokojem, niczym cienie...

Gdy noc trwa w swej wieczności,
miliony istnień budzi się do życia,
aby uczcić podniebny taniec gwiazd,
naśladując bezbłędne kroki na ziemskim padole.

Gdy noc trwa w swej wieczności,
a księżyc wskazuje drogę zbłąkanym wędrowcom...
Odpowiedz na wezwanie przeznaczenia,
powstań, idź, uciekaj...

niedziela, 6 października 2013

Wczoraj...

wypływający z wnętrza symbol bezsilności
skrywanej przez ostatki wiary w niemożliwe,
dziś wypełnia naczynie po brzegi
nie znajdując odpowiedzi na żadne z pytań.

pochłaniające spojrzenie tęsknoty
trzęsie się z zimna na widok pustki,
jaką dusimy w sobie przez lata,
nic nie wiedząc, niczego nie dostrzegając.

cierpi, męczy się, szuka ukojenia...
utopijna wizja przeżywania życia
mija cel o lata świetlne, nie pozostawiając złudzeń.
nie dostaniesz, nie otrzymasz, nie zrozumiesz.

nieustannie upływający czas nie pozwala zapomnieć,
jak drogocenny dar zostaje uśmiercany każdego dnia
z pomocą synaps - skutecznie zapychany odpadami,
bez wyrzutów sumienia, bez wytchnienia.

mknący przez otchłanie pulsar nadziei,
dostarcza światło w tunelu, pozwalając odetchnąć.
zakrywa oczy przed wciąż nierozumianą prawdą,
uderzająć z impetem w stalowe drzewa.

poszukiwany obraz widma z przyszłości
nie daje zasnąć o świcie, przytłacza ogromem.
miażdżąc tym samym nieludzką zadumę,
kończąc wieczne dążenie, wczoraj...

piątek, 4 października 2013

Dzień dobry, tu codzienności chwała.

Tworzymy świat własnymi słabościami.
Istniejemy obarczeni przymusowym działaniem.
Oddychamy przez kraty więzionej duszy.
Skaczemy w przepaść braku wzajemności.


***

Zaciskam pętlę wokół gardeł obowiązków,
po to, by ratować strzępy pseudowolności.

Milczę, gdy tylko pojawiają się Oni -
gotowi, by wydrzeć z Ciebie ostatni dech.

Wyczekuję w nieskończoność odpowiedniej chwili,
myślami krążąc wokół pustyni emocji.

Jestem niczym padlinożerny sęp,
żerujący na bezbronnych zwłokach własnego "ja".

Mój anioł stróż, oddał duszę przyjemnościom nieistnienia,
zapominając się w błogim, zasłużonym szaleństwie...

Nie doskwiera mi samotność, bo czymże jestem,
jeśli nie egoistycznym stworem żywiącym się samotnością?

Budzę się, oddycham. To samo światło, te same dźwięki.
Ta sama stęchlizna co rano, niemoc oderwania głowy...

wtorek, 17 września 2013

Księżycowe dziecko...

Wyciągam zmęczone ramiona ku niebu,
w poszukiwaniu ratunku przed codziennością.
Obejmuję kłęby granatowych obłoków,
ściskając z całych sił, jakby miało ujść z nich życie.
Jeszcze chwila i będę wyzwolony,
jeszcze moment i czas wystartuje od nowa.

Nurtuje mnie myśl o odbieraniu ostatniego tchnienia,
jakże pociągające jest to widmo ukojenia.
Na tej planecie brakuje już miejsca dla takich jak my.
Wytłoczony emblemat drukowany na potrzebę pozostałych,
defrauduje konieczność szybowania w przestworzach wyobraźni.
To wszystko z troską o Ciebie...

Nie poddam się tylko po to, aby dokończyć za nich dzieła.
Nie będę walczył, by ugasić światło wewnętrznego ducha.
Zamazuję ślady stocznej bitwy o przetrwanie,
każdego dnia nosząc nieśmiertelniki nienarodzonych bogów.
Upadam na kolana z braku wytchnienia,
głową bez twarzy smakując wyschnięte błoto.

Pozwól mi ujrzeć zakrzywiony kształt księżyca,
koła gwiazd i planet, wdzięki pierścieni i mgławic.
Dróg mlecznych początek, galaktyk nieodkrytych.
Spójrz głęboko do góry, podnieś głowę, wstań...
Czekają na Ciebie, na Twój nowy plan awaryjny.
Przybądź i tchnij weń swoje istnienie...

Wieczny mrok dogania subtelnie bezsilność.
Obudzone przerażenie wywołuje przyjemny zapach.
Ostudzony zamiar ostatniego kroku,
przypomina bezustannie o Twoim (nie)właściwym położeniu.
Nie uciekniesz, musisz podjąć niewidzialne wyzwanie.
Nocą świat ucichnie, tylko na Twoje żądanie...

piątek, 6 września 2013

Konsumpcjonizm i materializm - imponderabilia naszych czasów.

Nadszedł czas pokory i skruchy. Wykreśl słowo, które Ci się nie spodobało, bądź którego nie jesteś w stanie pojąć. Masz dowolność, masz do tego prawo, masz wszystko czego potrzeba do życia (do śmierci również). Masz, masz, masz. Posiadasz, masz, utrzymujesz przy sobie kurczliwie, ukrywasz przed innymi. Ile prawd w Twoim posiadaniu? Czy posiadając, stajesz się świadomie pośrednikiem w utrzymaniu ładu w Twoim otoczeniu? Twoje zadanie, aby dopilnować posiadania. Tylko niechciane "wyzwanie władcy" wciąż przed Tobą...

Czekam aż się stanie. Wszyscy czekamy. Jak inaczej nazwać zatracanie swojej niepowtarzalności w powtarzalności codziennego przemijania? Czekamy, aby posiadać. Czekamy, żeby uzbierać, zebrać, zdobyć, mieć. Przetwarzasz i sprzedajesz swój czas na ślepy materializm. Kwadratowe koło społecznego kłamstwa kręci się dzięki Tobie, dzięki Wam, dzięki mnie. Przepuszczam między palcami tak cenne momenty, wypuszczam z dłoni ścigane szczęście. Poddaję się rozkazom mechanizmów współczesności, wtapiam swój cień w tło machinalnego monstrum, które zasłania pustkę. Wypełnia ją! Wypełnia ją dobrodziejstwem - upragnionym "bogactwem", do którego dążymy przez całe życie.

Już nie potrafisz inaczej, prawda? Wleczesz swój szkielet przez okręgi prymitywności, zaspakajając potrzeby przyziemnej konieczności istnienia. Zaspakajasz nieustannie wadliwą konstrukcję własnych poglądów, spaczonych przez pryzmat społecznych wyznaczników, nota bene niemożliwych do zrealizowania. Betonowe ściany przylegające do Twojego wnętrza. To przyjaciele form, w które się przeobrażasz, gdy nie masz wyższego celu.

Kolejny telewizor, nowy samochód, piękny dom na przedmieściach. Stabilna przyszłość, starość spokojna?
- Wieczna ułuda, którą tworzysz w każdym momencie. Teraz. Wierzysz, że się stanie?

Wciąż czekasz?

W pewnej chwili, obserwując witrynę sklepu z nowymi ubraniami dostrzegłem napis, który podsumowuje Twoje życie jednym(!) zdaniem:

"Pracuj, kupuj, zżeraj - konsumuj, umieraj..."

Mógłbyś tak w nieskończoność, czyż nie?


A trawa tak zielona.
A łąki tak beztroskie.
A lasy tak bezpieczne, ciche...

piątek, 23 sierpnia 2013

Noc świata i zmartwychwstanie.

Nadzieja pisana słowami,
Obłędnie przylegającym niesmakiem,
Cicho w sen zapada.

Świt wytworów nieprzetworzonych
Widzianych z oddali przez lupę.
I kamień zguby rzucony,
Autonomicznych form rozpaczy.
- Tętniący przydomek uciechy,
A bliskość tak odległa.

Innych szlaków kochanek.

Zmywalny blask otuchy,
Mimowolnie skończonych uniesień.
Aż krzyk pompuje ciśnienie,
Rozrywa pierś bladą,
Tworzy wymysły i pęka.
Wpełza z fizyczną gracją.
Ypsilon brzydoty materii,
Ciągnie wszechświat grawitacji.
Hybryda wspomnień i przyszłości,
W czerni skąpanych wierzeń,
Skowyt ku promieniom słońca.
Tarza się w czyśćcu,
Analizując braki pamięci,
Niechcianych obrazów nostalgii
I płaczu wewnętrznych przeżyć.
Eskalacja szczęścia upragnionego...

czwartek, 22 sierpnia 2013

Memento Vivere...

melodie snów
zachodzących obłoków
pejzarz uśmiechów
za maską wklejonych

szczypty wzruszeń
wysuszonych słońcem
objęć wiatrów
oczu przeźroczystych

ukłonów wdzięki
ciała pustego
doskonałych spojrzeń
magia odkryta

codzienności wcieleń
lęk bezgraniczny
tęczowych wodospadów
płycizna ukryta

bezimiennych cieni
marsz nieskończony
odmienności konieczność
w trawie upuszczona

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Bezwładny marsz.

Zapisuję ostatnią kartę podsumowania życia,
drugą ręką chwytając za gardło wyświechtaną nadzieję.
Krzyczy, cierpi - rozkłada swe warstwy w agonii.
Wyraźny szept jednoznacznego kłamstwa zasłania kurtyny prawdy.
Dławiący i szyderczy śmiech prosto w moją wiarę,
bez sumienia odbiera jej najcenniejsze trofeum istnienia.

Przede mną otwarte wrota przestworzy,
zachęcają swym wnętrzem do niewybaczalnego grzechu.
Wystarczy krok, wystarczy wychylić spojrzenie.
Łamiąc skrzydła i oba płuca,
potykam się by poczuć pochodną upragnionego spełnienia.
Spełnienie za wszelką cenę, spełnienie poza ograniczeniami.

Pełzam po ziemi nie mogąc dosięgnąć beztroski.
Moje skrzydła obdarte z tajemnicy,
należą już do królestwa mrówek, bez szansy na powrót.
Kuleję, obserwując ślepe tłumy głuchych przechodniów.
Nie odwracają się za mną, nie odwracam się za nimi, idziemy.
Brak tęsknoty wypełnia pustkę w perfekcyjnej niedoskonałości.

Zaległe marzenia piętrzą się w stos bezwartościowego ciągu wartości.
Niespełnione i więzione wewnątrz, podlegają prawom rozkładu.
Gnijący korzeń stęchlizny przeszywa bok mojego ciała na wylot,
utrzymując przyziemne istnienie przy życiu - wciąż, wciąż, wciąż...
Wybieram zabieg bezbolesnego hipokryzmu, tkwię w świecie ułudy.
Planeta ludzi umierających nieświadomie. Zgon niepotwierdzony...

środa, 3 lipca 2013

"Smutny Wędrowiec"

Cykady snów w pościeli drzemiące,
otulone fantazjami swych właścicieli.
Przemierzają świat na plecach olbrzymów,
nucąc im do ucha tajemnicze pieśni.

Gwiezdne miasto w otchłani pogrążone,
przenikliwie obserwowane przez marzeń oczy,
i chłód barw przestrzeni nieograniczonych
- cierpliwie przeszywających, bezustannie.

Jedyny dowód w czerni nieba utajony,
życie w ukryciu, wspomnienia niewybrane.
Pulsar westchniech do nicości w głowie kołacze,
wstęgą czerwieni obejmując duszę.

Zegar wszechświata bez wskazówek,
wieczna godzina ułudy zamknięta.
Jedyny właściwy moment na ciszę,
niezniszczalny dowód na podróże w czasie...

poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Podniebny spacer...

ćma wrażliwości świtem spłoszona
kwiaty nadziei cieniem wiatru przykryte
latawce emocji w czerni szybujące

symbole znaczeń w pajęczej sieci uwikłane
fraktale wrażeń - powyżej, nad głową, w chmurach
sklepienie w ustach, zmysłów taniec

wstęgi drewnianych palców ku niebu
spojrzenie bladych powiek w drzew korony
lunatyk upadłej wiary, w marszu bezdźwięcznym

bezcelowy krok ku przeznaczeniu
horyzont widnokręgu nieokreślony
ślad milczenia pozostawiony na wzgórzu

pusta dłoń wyciągnięta...

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Cień...

Dotyk klawiszy fortepianu przywoływał nostalgiczne dźwięki. Melancholijne brzmienie wypełniło pustą salę, powoli rozciągając spójny schemat na cztery ściany. Stara, drewniana podłoga skrzypiała pod naporem czasu, tłamsząc jednocześnie niechciany szelest. Dźwięki skrzypiec równolegle i nieprzerwanie - niczym cień - podążały za skradającym się mrokiem fortepianu...

Wszedł do środka. Zamknąwszy drzwi, spojrzał na środek sali. Fortepian i skrzypce pozbawione swych właścicieli wydobywały odgłosy samotności, dając tym samym skrywaną nadzieję na niezobowiązującą, czystą symbiozę. Postąpił krok do przodu, ku źródle. Przetrwał. Natężenie fal akustycznych rosło z każdą nową sekundą. Jego oczy napełniły się wiarą w niemożliwe. Kolejny, następny, identyczny - szybszy krok.
Bieg...

Potężne i bezgraniczne, idealne... Jednostajne, zagłuszające świat fizyczny brzmienie opętało jego duszę.

Niczym bezbłędne pociągnięcie pędzla na czystym płótnie, niczym przestrzeń równoległych kosmosów, niczym perfekcyjna harmonia wszystkich stanów świadomości - napełniał płuca nieskalanymi dźwiękami, które w tej chwili wypełniały już absolutnie wszystko. Złapał fortepian obiema rękoma, po czym upadł na kolana.


Delikatne uderzenie serca - bieg!
Powolny rytm pulsu - bieg!
Subtelna gra poruszanych warg - bieg!


Woń bagiennej przeprawy w jednej chwili zjednoczyła się z muzyką...

Fizyczne ciało przestało odbierać sygnały z mózgu. Niekontrolowane gesty przesycone agresją i bólem. Szyderczy, obłędny śmiech, łzy krwi, szklany cień oczu. Bieg na kolanach w konwulsjach paranoi, rany rozdzierane z każdą kolejną mikrosekundą istnienia.

ON... Stał tuż obok. Niedostrzegany, ukryty. Pełne usta w milczącym wymiarze, oczy zasłonięte czarną szarfą, ciemny błękit włosów opadających na policzka. Płaszcz skrywający niematerialną sylwetkę mistycznej postaci - twórcy i sługi wiecznej ciemności...
Wyciągnął rękę. Pokłady energii zaczęły eksplodować z jego wnętrza, bezlitośnie i powoli uśmiercając metafizyczne ciało. Otwarta dłoń drżała mimowolnie, gromadząc w jednej chwili całą wydobytą energię. Dotknął jego ramienia...

Pozwolił mu dostrzec...
Stanowili spójny symbol bezkresnego zrozumienia...

środa, 13 marca 2013

Memento Mori...

Stół pełen
form przebranych
włóczęg śladów
przeszłych, minionych

Gałązka wstydu
zieleni pycha
owocem obciążona
suszonym kwiatem

Włosy iskrzące
umysłu spłoszonego
cicho, szeptem
w puch biały

Śmiech brakujący
twarzy stłamszonej
brew naznaczona
usta drwiące

Spojrzenie łzawe
myśli biegnących
dłoni zwieszonych
blask zgaszony

Życia skończonego
smak usychający
jazgot przemijania

śmiercią zdeptany

poniedziałek, 25 lutego 2013

Niebo. Tak, to już...

Noc, pod ścianą - przykryty dłońmi...
Zgarbiony ślad zmęczenia pozostawiony w oczach.
Witraże wyblakłych gestów, bez znaczeń.

***

Upuszczony na ziemię; kukła w imieniu stwórcy.
Nadane imię, głos, kształt - bez woboru.
Ułomne i niedoskonałe, błądzące i ślepe.

Przeznaczenia cel nieokreślony - start, to już.
Wpasowany w świata żądze.
Znikające prawdy, nieokiełznane oblicze wyczerpania.

Pomost między altaną szczęścia, a fortecą wyrzeczeń
- zniszczony, zburzony, zapomniany.
Uwięziony na szczycie; czeka...

Wyzwanie władcy: równanie życia i ostatniego oddechu.
Karmazynowe obłoki tęgich uniesień,
wpełzają niczym żmija, bezszelestnie kradnąc okruchy.

Przytomność ciała budząca ze snu swiadomość.
Otwarte oczy, tak, to już.
Bezwonny krok ku przeznaczeniu.

Balkon złudzeń szybującej wieży
- przyciągnął bezwiedne ciało w bezlitosnym uścisku.
Monstrualna twierdza pośród chmur; obnażona.

Żagle niewidoczne w kłębach dymu.
Wiatr napędzający ogniwa kłamstw.
Za szybko - niebezpiecznie, to już.

Krawędź trzymająca przy życiu,
palce kurczliwie chwytające ostatki nadziei.
Ponad horyzont; wdech, zamknięte oczy, to już.

Szept wiatru podpowiedział właściwe słowo.
Uwalniając stopy, wyzwolił strach duszy.
Ostateczny skok; usłyszał tylko krzyk mew: "Niebo!"

Jest...
Milczenie.
Tak, to już...

piątek, 1 lutego 2013

Gwiezdny tancerz...

Wydarte pragnienie beztroski,
w zadumie cisza...
Powabne falbany wspomnień
i kurz marzeń odłożonych w niepamięć.

Wieczysta siła równowagi
- zachwianej, pożądanej, utęsknionej.
Balansujący tentent mroku,
oczodoły przykrytych łąk.

Srebrny groch rozsypany
w czerni, w bezmiarze.
Peleryna w kostkę złożona,
kapelusz zawieszony w przestrzeni.

Stopy wyrwane grawitacji.
Kolana? Słowa, L...
Płuca zatopione w odmętach.
Wreszcie. Czaszka skrzydlatych wizji.

- Zabierz mnie stąd, o Pani...
Ogłuszony jam szarością,
ślępnę od istnień.
Odpycham, dławię się...

środa, 23 stycznia 2013

Blue. Jedność...

Kroczę bezkresem morskich pościeli,
kłębiących się źródeł przenikliwej pary...

Wdycham iskrzącą esencję wiecznej fiolki,
napełniam naczynie rozwtorem wyobrażeń.

Każda kolejna szczypta, każdy następny dźwięk kropli...
przenika struktury jestestwa, burząc fundamenty.

Destrukcja nieunikniona, pożądana!
Mutualizm w nieskalanej formie... Ku niebu!

W mgnieniu powiek szklany krąg odbity!
Spazmy agonii w uśmierconych krzykach!


Metafizyka rozproszona, fiolet piękna dostrzeżony.

W oddechu skrywana tęsknota bliskości...

piątek, 18 stycznia 2013

18.01.1988

nostalgiczny oddech duszy
zamknięte powieki codzienności
wdychane powietrze świateł
wydychany ślepy marazm

latarnia nocy na wzgórzu
cienie zmagań pod stopami
ślady szlaków nieprzetartych
zapach leśnych szeptów

kamienie głębin bagiennych
ruchome piaski marzeń
zwierciadła słów istotnych
magnetyzm płaszczyzn nieskończonych

fikcyjny idealizm pragnień
otwarty wszechświat bliskości
zaciśnięte dłonie koincydencji
niewerbalne gesty znaczeń




ja...

wtorek, 15 stycznia 2013

4 siły świata.

Samotność zamknięta w podwodnej muszli czasu,
niczym wieczna perła o nieskazitelnym obliczu.

idealny kształt, symetria doskonała
perfekcyjna sylwetka boskiej inwencji
ukryta, beztlenowa forma bytu
potrzebna do życia, do śmierci


Nadzieja wędrująca nizinami traw,
nieugięta siła podtrzymująca upadłych.

brunatna szata wiary, złoty hełm otuchy
podmuch wiatru w bezduszny skwar
brzytwa rozbitków na pełnym morzu
włócznia zagubionych poszukiwaczy skarbów


Spełnienie szybujące błękitem przestworzy,
warunkujące koniec drogi sensu istnienia.

puste naczynie krzewiące się bezbarwnym porostem
skończony bieg, ostatni oddech konających barw życia
statek widmo cumujący w najodleglejszej przystani wyprawy
kotwica bezwiednie opadająca na skorupie muszli czasu...



Życie... Tlącym się ogniem pochodni...

środa, 2 stycznia 2013

Into the night...

Mrok.

I noc
I świat
I cień

drżenie duszy splątane niemym biciem serca
głowa uniesona ponad granatowo-czarne sklepienie
nieopanowany oddech, szaleńczy krzyk milczenia

przerwany bieg, nowy bieg
magnetyzm oddalonych istnień
boski ogród spowity mgłą przyszłości

czas będący cichym zabójcą
szarfy tęsknoty więzionego życia
uciekająca czerń bezkresnego szczęścia

połączone dłonie we wspólnym przeznaczeniu
szept niewypowiedzianego zrozumienia
błękit uwolnionej chwili, woń motyli...

W noc
W świat
W cień

Świt...


O mnie

Moje zdjęcie
I tak jak Ktoś odchodzi... W ślad za Nim jego cień...