piątek, 23 sierpnia 2013

Noc świata i zmartwychwstanie.

Nadzieja pisana słowami,
Obłędnie przylegającym niesmakiem,
Cicho w sen zapada.

Świt wytworów nieprzetworzonych
Widzianych z oddali przez lupę.
I kamień zguby rzucony,
Autonomicznych form rozpaczy.
- Tętniący przydomek uciechy,
A bliskość tak odległa.

Innych szlaków kochanek.

Zmywalny blask otuchy,
Mimowolnie skończonych uniesień.
Aż krzyk pompuje ciśnienie,
Rozrywa pierś bladą,
Tworzy wymysły i pęka.
Wpełza z fizyczną gracją.
Ypsilon brzydoty materii,
Ciągnie wszechświat grawitacji.
Hybryda wspomnień i przyszłości,
W czerni skąpanych wierzeń,
Skowyt ku promieniom słońca.
Tarza się w czyśćcu,
Analizując braki pamięci,
Niechcianych obrazów nostalgii
I płaczu wewnętrznych przeżyć.
Eskalacja szczęścia upragnionego...

czwartek, 22 sierpnia 2013

Memento Vivere...

melodie snów
zachodzących obłoków
pejzarz uśmiechów
za maską wklejonych

szczypty wzruszeń
wysuszonych słońcem
objęć wiatrów
oczu przeźroczystych

ukłonów wdzięki
ciała pustego
doskonałych spojrzeń
magia odkryta

codzienności wcieleń
lęk bezgraniczny
tęczowych wodospadów
płycizna ukryta

bezimiennych cieni
marsz nieskończony
odmienności konieczność
w trawie upuszczona

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Bezwładny marsz.

Zapisuję ostatnią kartę podsumowania życia,
drugą ręką chwytając za gardło wyświechtaną nadzieję.
Krzyczy, cierpi - rozkłada swe warstwy w agonii.
Wyraźny szept jednoznacznego kłamstwa zasłania kurtyny prawdy.
Dławiący i szyderczy śmiech prosto w moją wiarę,
bez sumienia odbiera jej najcenniejsze trofeum istnienia.

Przede mną otwarte wrota przestworzy,
zachęcają swym wnętrzem do niewybaczalnego grzechu.
Wystarczy krok, wystarczy wychylić spojrzenie.
Łamiąc skrzydła i oba płuca,
potykam się by poczuć pochodną upragnionego spełnienia.
Spełnienie za wszelką cenę, spełnienie poza ograniczeniami.

Pełzam po ziemi nie mogąc dosięgnąć beztroski.
Moje skrzydła obdarte z tajemnicy,
należą już do królestwa mrówek, bez szansy na powrót.
Kuleję, obserwując ślepe tłumy głuchych przechodniów.
Nie odwracają się za mną, nie odwracam się za nimi, idziemy.
Brak tęsknoty wypełnia pustkę w perfekcyjnej niedoskonałości.

Zaległe marzenia piętrzą się w stos bezwartościowego ciągu wartości.
Niespełnione i więzione wewnątrz, podlegają prawom rozkładu.
Gnijący korzeń stęchlizny przeszywa bok mojego ciała na wylot,
utrzymując przyziemne istnienie przy życiu - wciąż, wciąż, wciąż...
Wybieram zabieg bezbolesnego hipokryzmu, tkwię w świecie ułudy.
Planeta ludzi umierających nieświadomie. Zgon niepotwierdzony...

O mnie

Moje zdjęcie
I tak jak Ktoś odchodzi... W ślad za Nim jego cień...