piątek, 24 października 2014

Wpatrzeni...

Wpatrzony w bezmiar czerni,
noc przyprawia o dreszcze...
Zimnem zasłania swą wieczność,
nieosiągalnością mnie urzeka.
Scalam w jedność to zrozumienie,
pieczętuję nierozerwalną wstęgą.

To nie miłość, czy przyjaźń...
To bezgraniczne przenikanie,
w siebie, na wylot, na zawsze.
Na zawsze wpatrzony,
wdycham piękno do cna,
do ostatniej możliwej chwili.

I mógłbym tak umrzeć,
niczym nocna skamielina,
najtrwalszy dowód istnienia,
uwieczniony moment śmierci w skale.
Tylko dlaczego wciąż ta pustka
tak straszliwie wewnątrz uwiera?

Przemijam bezustannie, i Ty.
My, wpatrzeni w różne warstwy.
Odłamki rozdzieranych mas
ranią o świcie, za dużo słów.
Migawki życia skupione w dłoni,
przytulam do piersi, ku pamięci.

Już jutro zaczynam wszystko od nowa.
Wpatrzony w dal przyszłości,
sam się skazuję, sam osądzam.
Na pewno sił mi wystarczy,
bo przecież uciekający czas,
nie zna mnie z drugiej strony...

sobota, 4 października 2014

Drugie imię Marazm.

Ten dziwny kształt
ze świata ścian,
formuję objęciami
ściskając suchą ciszę.
Na głowie wszystko stawiam,
skazując łez równowagę
na dożywotnią mękę.

Skalny ogród w sercach
- granicę wyznacza:
dla nowych horyzontów,
do pojmowania sensu.
Wnikliwe formy złudzeń
w mglistych wrotach
światłem przenikają.

Niemoc uświadamiania innych
w krwi pulsuje,
z uśmiechem szaleńca
w podświadomość się dostaje.
Zawiązuję węzeł gniewu,
ponurym wzrokiem
szukając w nich nadziei.

Astralne księstwo wzywa mnie,
staję w wyznaczonym kręgu,
czekając aż się stanie,
aż znów wyzwolę wszystkie dusze.
Tylko w pustych dłoniach
zimne nieporozumienie,
bielą zdradza kolejną porażkę.

Ostatnim wyrzeczeniem
w kierunku otchłani,
wydobywam szczątki siebie
rozdając pozostałości słów.
Brakuje już sił i tchu,
niszczeję przywiązany,
wyrażam zgodę na własny upadek...

O mnie

Moje zdjęcie
I tak jak Ktoś odchodzi... W ślad za Nim jego cień...