czwartek, 3 marca 2016

Po raz pierwszy. Wreszcie. Istnienie...

skrzywione w imię przekonania
uparte do nieskończoności
szczelnie zamknięte
wreszcie pchnięte palcem

zgarbione, upadłe
wyssane z energii
wreszcie poruszone
obudzone z marazmu

dotąd tak błądzące
ślepe i blade
obumierające, znikające
wiecznie czekające

zamiast mroku
po raz pierwszy światło
zamiast tragizmu
po raz pierwszy nadzieja

wreszcie oddychające
wyprostowane, ciepłe
nieskończenie bliskie
wreszcie otwarte

odrzucone rutyny
przyzwyczajenia zdradzone
uśpione zmory
nowonarodzone...

O mnie

Moje zdjęcie
I tak jak Ktoś odchodzi... W ślad za Nim jego cień...